O autorze
Jestem historyczką i krytyczką literatury oraz sztuk wizualnych. Napisałam książkę krytycznoliteracką, piszę kolejne książki krytycznoliterackie, choć najchętniej napisałabym powieść o Izabeli Łęckiej (to kiedyś). Wierzę w każdą możliwą jeszcze Panią Bovary i kilku innych ludzi. Poza tym – wierzę w magię słów, zdarzeń, rzeczy i wszystko to, co pozostaje współczesne (adekwatne swoim czasom, miejscom, zasobom). W jednej kwestii pozostaję (absolutnie) anachroniczna: może to wyniknie w tym blogu, którego pisać będę – jak to się niegdyś mówiło – „z zachwycenia”. Lubię wszelkie byty i zdarzenia zagęszczone, intensywne. Jednym słowem – lubię sztukę. Mam swoje miejsce (jest mi tu dobrze) i z niego właśnie będę pisać.

Ateiści i innowiercy śpią jutro dłużej!

Ale nie wszędzie i bynajmniej nie wszyscy. Dłużej pośpią sobie np. nie-katolicy z klasy IIa z pewnej publicznej szkoły podstawowej w Śródmieściu Warszawy, bo ich katoliccy koledzy pójdą jutro na 8 rano na mszę do pobliskiego kościoła. Nauczyciele też zresztą pójdą. Nie żebym miała coś przeciwko mszy inaugurującej nowy rok szkolny - przeciwnie.

Nie rozumiem tylko, dlaczego musi się ona odbyć w trakcie przewidzianej w planie klasy IIa godziny edukacji wczesnoszkolnej. Właściwie to nie odbędzie się ona w trakcie edukacji wczesnoszkolnej, tylko ZAMIAST edukacji wczesnoszkolnej. Zapewne identycznie sprawy ułożą się w czasie rekolekcji wielkopostnych, które tradycyjnie odbędą się ZAMIAST zwykłych lekcji. Nie pojmuję, dlaczego wierząca większość oddaje się praktykom religijnym w czasie godzin lekcyjnych, na które mają PRAWO i OBOWIĄZEK uczęszczać wszystkie dzieci. W planie IIa są dwie lekcje religii tygodniowo – dlaczego wierzące dzieci nie spędzają tych właśnie godzin w kościele? Klasa mojego syna ma jutro religię, ale na lekcji czwartej, tymczasem msza odbędzie na pierwszej… Szkoda, że nikt nie pomyślał, żeby po prostu zamienić te lekcje. Chętni na pierwszej lekcji mogliby pójść na mszę (w ramach religii z godziny czwartej), a na czwartej cała klasa odbyłaby edukację wczesnoszkolną z godziny pierwszej. No ale jakoś nikt nie pomyślał. Tradycyjnie. Dlaczego władze (ustawodawcy, urzędnicy, kierownicy szkół) nie próbują godzić wiary z nauką? Zamiast robić coś kosztem czegoś, mogłyby wreszcie nauczyć się tak organizować lekcje religii i współpracę z Kościołem, by praktyki religijne większości nie dezorganizowały życia całości szkoły. Ale nie. Bo po co lekcje religii i msze PO zajęciach szkolnych tudzież PRZED nimi, skoro można je zrobić ZAMIAST (dla odmiany etyka odbywa się, przynajmniej w naszej szkole, zawsze PO lekcjach). No więc jutro nie ma edukacji wczesnoszkolnej, jest za to msza, potem wszystko zależy od tego, o której IIa wróci z kościoła (może będzie jedna lekcja, a może dwie), następnie odbędzie się religia [!], a w końcu w-f. Ranek mój syn spędzi więc ze mną w domu, potem może będzie miał jakąś lekcję (a może nie), następnie posiedzi sobie godzinę na świetlicy, a na koniec może się chociaż z własną klasą wybiega (może, bo nawet nie wiadomo, czy ten w-f się odbędzie – w planie oznaczony jest jako „dodatkowy”). Może powinnam wysłać go jutro do kina ZAMIAST do szkoły? Może. Ale przecież obowiązek szkolny dotyczy w Polsce wierzących i niewierzących! Obowiązek – tak… Bo z prawem do edukacji to bywa już różnie...
Trwa ładowanie komentarzy...