Maess [rozmowa]

The Fall of Erythrocytes. 100 x 70 cm, 2014, 
marker  i cienkopis na papierze
The Fall of Erythrocytes. 100 x 70 cm, 2014,
marker i cienkopis na papierze Maess,Spadek erytrocytów
Maess – urodzona w 1982 roku warszawianka, absolwentka stołecznej ASP, stypendystka Escola Superior de Artes e Design w Porto, artystka nominowana w 2012 roku do Grand Prix Foire Internationale du Dessin w Paryżu, – bezsprzecznie stanowi jedną z ważniejszych współcześnie rysowniczek polskich. Dotąd prace Maess wystawione zostały w Plumba Contemporary Art (Porto 2006), Residencia Corazón (Buenos Aires 2008), Able Gallery (Berlin 2009), Museo di Santa Cecilia (Rzym 2010), Galerii Program (Warszawa 2011), Galerii Twilightzone (Belgia 2012), BWA w Jeleniej Górze (2013), Muzeum Współczesnym we Wrocławiu (2013), na targach sztuki Berlin Emerging Art Fair (2011) i Volta Art Fair w Bazylei (2012).

Ponadto jej rysunki ukazały się w FUKT Magazine (nr 8/9) oraz na promującej czasopismo wystawie w Centrum Sztuki Współczesnej (Warszawa 2010). Aktualnie rysunki Maess oglądać można w ramach wystawy zbiorowej Dzień jest za krótki w Galerii Miejskiej Arsenał w Poznaniu (od 17 stycznia do 16 lutego), a także w Lipsku, gdzie 11 stycznia otworzyła się wystawa Asteroid (Leipzig International Programme, Spinnerei).




Poznańska wystawa zbiorowa Dzień jest za krótki w zamyśle kuratorskim stanowi zbiór wypowiedzi odautorskich, autobiograficznych, pierwszoosobowych, przedstawiających „historie z życia wzięte”, wręcz artystyczne diariusze osobiste. Pokazujesz tam własny szkicownik, w którym notowałaś nie słowa, ale rysunki na temat własnych przeżyć. Jak znajdujesz swoje prace (swoje przeżycia) w kontekście prac prezentowanych wespół z Tobą artystów?
Będąc zaproszona do wystawy, nie wiedziałam, co przygotują inni artyści, więc jednocześnie jestem też widzem. Wystawa jest obszerna i bardzo różnorodna. Jest jak labirynt, który wymaga kilku podejść. W pierwszej odsłonie ekspozycji w Muzeum Współczesnym we Wrocławiu było to jeszcze bardziej wyraźne ze względu na architekturę budynku. Nie każda prezentowana postawa wobec autobiografii jest mi bliska, ale tym ciekawiej zobaczyć inne punkty widzenia. Najbardziej poruszający jest dla mnie film Joanny Pawlik Infekcja – być może przez podobieństwo konceptualne. Polecam lekturę katalogu z esejami Magdaleny Ujmy, Ewy Małgorzaty Tatar, Ingi Iwasiów i Agnieszki Karpowicz. Teksty te wiele wyjaśniają, stąd - jeśli to możliwe – najlepiej przeczytać je przed wystawą.


Jakiś czas temu w rozmowie z Kubą Przybyłowskim z „Lampy” mówiłaś, że szukasz skali większej i pojemniejszej niż "ja"- skali daleko wykraczającej poza życiorys, rozumiem więc, że coś się ostatnio zmieniło w Twoim pojmowaniu znaczenia i funkcji wypowiedzi artystycznej.

Nadal uważam, że biografia artysty to tylko punkt startowy. Nie wystawiam po to, żeby "wyrażać siebie"- przeznaczam na widok publiczny wybrane prace, ponieważ myślę, że kluczowe jest spotkanie z widzem, który patrzy na nie poprzez pryzmat własnych doświadczeń. Autobiografia może być pretekstem do wyboru tematu, ale o tym, w jaki sposób jest przefiltrowana – nie chcę zbyt wiele mówić. To jakby pytać pisarza, czy pisze "prawdę".

W Twoich pracach dominuje kolor czerwony, dlaczego właśnie on?
Czerwień jest kolorem, którego nie da się zignorować. Nieznośnie dominujący pochłania wszystko na swej drodze. Jest jak znak ostrzegawczy, uważa się ją za kolor namiętności, ale też znak masakry i krwotoku. Wybrałam go ze względu na znaczenie - jest dla mnie ważny, chociaż wcale nie jest moim ulubionym kolorem.

Czerwień symbolizuje też w Twoich pracach to, co przychodzi skądinąd, co nieznane, a w każdym razie o wiele mniej oczywiste i banalne niż np. wyraz twarzy agresora, brutalnego kochanka. Czy czekasz w swojej sztuce na kolejne kolory, przewidujesz ich nadejście, zjawienie się?

Nie wiem, czy będzie nowy cykl, i nie wiem dokładnie, co mnie spotka. Kroją mi się pewne plany, ale wolę skupić się na nieodległej przyszłości niż na przewidywaniach tego, co będzie za 10 lat. Działam tak, jakby to była ostatnia okazja do artystycznej wypowiedzi – może to na wyrost dramatyczne, ale taka postawa zmusza do rzetelnej pracy.

Pokazujesz w Lipsku rysunki z nowej – "nowotworowej" – serii, choć zawierają one charakterystyczne dla prac z wcześniejszej serii Excessive szczątki typograficznej pieczęci JTEDT, za którą stoi fraza „J’ai Tres Envie De Toi” („Bardzo Cię pragnę”). Czy to oznacza, że ciągle czujesz się "zainfekowana" dawną namiętnością, zarażona dawnymi przeżyciami, straumatyzowana albo nawet nieuleczalnie chora na przeszłość? Może czas wcale Cię nie wyzwala, nie uzdrawia, a tylko działa jak pat: wikła Cię w coraz większe i cięższe patologie?

Peter Greenaway mówi, że życie oferuje nam tylko dwa tematy: seks i śmierć. Moje najnowsze prace nadal poruszają wątek walki z opresorem, ale tym razem pole manewrów stanowi organizm, gdzie przygody ciała wynikają z zagrożenia wewnętrznego, a konkretnie z niemożliwego do przewidzenia zachowania się komórek. Pożądanie jednak zostaje – stanowi tu wolę życia, która ujawnia się w momentach zagrożenia. Obiektem zainteresowania w tych pracach jest życie i śmierć systemów – tych stworzonych przez człowieka (np. baz danych, struktur społecznych) i tych, które sprawują walkę wewnątrz ciał. Cykl, jak mówisz "nowotworowy" (jak ja go nazywam "Było sobie Życie"), jest wyrazem lęku, który tkwi w każdym z nas. Nasz organizm nieustannie mierzy się z jakimś agresorem – w końcu "życie to śmiertelna choroba przenoszona drogą płciową". Nie wiem do jakiego stopnia czas jest uzdrowicielem. Myślę, że raczej leczy w ciemno. Może należałoby zrobić badania kliniczne, tylko jak odróżnić działanie czasu od placebo?


Sugerujesz zatem, że „podlegamy” rozmaitym – coraz trudniejszym do przezwyciężenia, niemożliwym nawet do przewidzenia – opresjom. W Twoich pracach życie (namiętności, z których wynika i z których się składa) oraz śmierć stanowią siły miotające człowiekiem, znacznie odeń silniejsze. Czy to, co rysujesz, kreski i plamy, które stawiasz, wyrażają właśnie te trudne do pochwycenia w słowa siły, czy raczej to, co z tej nierównej (co często podkreślasz) walki pozostaje – taki krajobraz po burzy, resztki przeżyć, emocji, myśli, szczątki rozszarpanych (namiętnością, chorobą) tkanek, organów, ciał?

Zgadzam się z Twoją interpretacją. Uważam, że rzeczywiście toczymy nierówną walkę. Kondycja ludzka polega właśnie na tym, że kiedyś przegramy walkę z czymś znacznie od nas większym. Jednak w tej drodze jest pewna przestrzeń, gdzie to my decydujemy o swoim losie. Egzekwowanie i eksploracja tej właśnie przestrzeni to nasze wybory i uczynki. Badamy, gdzie chcemy i gdzie możemy stworzyć własne terytorium. Negocjujemy je z innymi, próbujemy budować nasz ogród rozkoszy ziemskich, zanim unicestwi nas rak, wirus czy nagły brak tlenu.

Bardziej interesuje Cię tu i teraz (społeczeństwo, polityka, tzw. współczesność) czy właśnie ten finał, którego w gruncie rzeczy nie będziesz miała szansy przedstawić na rysunku, za to możesz go teraz twórczo przywoływać, antycypować.

Nie jestem znudzona rzeczywistością. Moje rysunki mówią o tym, z czym mierzymy się jako ludzie, ale też jako organizmy istniejące w czasie. Nasz los i rzeczywistość są zbyt fascynujące, by się nimi nudzić.

Czy w Twoim poczuciu wypracowana przez Ciebie technika stanowi narzędzie (to najlepsze, adekwatne), czy raczej dopiero próbkę stylu – coś, nad czym nieustannie należy pracować, by kiedyś – być może – doskonale się wreszcie wyrazić? Innymi słowy, pytam Cię o spełnienie – jest ono, Twoim zdaniem, przywilejem artysty czy raczej nieodmiennie oddajającym się horyzontem?

Są oczywiście momenty satysfakcji, ale nadal chcę myśleć, że najlepsze prace przede mną. Jeszcze 5 lat temu "Excessive" było tylko jednym szkicownikiem. Później powstał cykl 60 rysunków, których wybór wisi teraz w Poznańskim Arsenale. Teraz uważam je za preludium do prac pokazywanych powyżej. Byłoby przedwczesnym uważać, że to jest definitywna forma i dalej nie ma sensu się rozwijać. Nie wiem, ile mam czasu, ale to nie jest pora na stagnację i samozachwyt.

Po tych 60 rysunkach zmieniłaś warsztat? Czym aktualnie pracujesz?
Jeśli chodzi o warsztat, to nadal fascynuje mnie rysunek i chcę iść dalej tą drogą, choć nie wykluczam poszerzenia pola działań.

Mówisz, że każdą pracę realizujesz tak, jakby miała być ona ostatnim (ostatecznym) znakiem Twojej obecności. Jakbyś przełożyła na słowa myśl, wrażenie, uczucie, które starasz się artystycznie opracowywać?

Nie chcę zagadywać moich prac. Wolę tylko nakreślić trop. Rysuję po to, by zostawić po sobie przekaz wizualny.

Dziękuję za rozmowę.
Trwa ładowanie komentarzy...